Aura za 20 złotych

February 21st, 2005

Targi niezwykłości przyciągnęły do Hali Ludowej setki zwiedzajacych

Natalia Bem na targi niezwykłości przyszła pierwszy raz. Nie interesowały ją wróżki, chiromanci, tajemnicze zioła i zabiegi azjatyckiej medycyny, tylko badacze aury. Na stoisku Janiny Kasińskiej z Jasła zrobiła sobie zdjęcie swojej aury. Okazało się, że dziewczynę spowija żółto-niebieska poświata.
- Oznacza to, że przeważa u mnie intelekt. Bardzo ważne są też emocje – studentka uchyla rąbka tajemnicy i pieczołowicie chowa zdjęcie wraz z opisem do torebki. Za usługę zapłaciła 80 zł.
Kabała, postawiona przez wróżkę, była nieco tańsza. “Przepowiadanie przyszłości już od 20 zł” – zachęcały kartki przyczepione do stoisk. Wrocławianie interesowali się także leczniczymi masażami, egzotycznymi przyprawami, aparaturą do produkcji srebrnej, złotej lub krzemowej wody koloidalnej. Kupowali rozgrzewające kompresy, poduszki wypchane gorczycą, ozdoby i amulety.
- Żabka do portfela. Pomnaża pieniądze – zachwalał sprzedawca na stoisku z biżuterią. Za kilka złotych można było stać się właścicielem figurki płaza, który wrzucony do portmonetki ma sprawić, by nigdy nie zabrakła w nim monet i banknotów. Warunek jest tylko jeden. Przed włożeniem żabki, trzeba ją potrzeć o… pośladek. Chętnych nie brakowało.
Następne targi zdrowia i niezwykłości odbędą się we wrześniu.

Autor artykułu: (EGG)

Skoki w rytmie Roka

February 21st, 2005

SKOKI NARCIARSKIE Półtora metra zabrakło Adamowi Małyszowi do brązowego medalu mistrzostw świata

Przed dwoma laty wywalczył srebro mistrzostw świata juniorów, jeszcze nigdy nie stał na podium zawodów Pucharu Świata, a w wolnych chwilach grywa na gitarze – to cechy charakterystyczne nowego mistrza świata Roka Benkovicia

- To, co się dzisiaj stało, było do przewidzenia. Już wcześniej mówiłem, że jak będzie wiało, to i będą niespodzianki. Przy moich skokach była cisza. A niektórych sędziowie puszczali przy takich warunkach, że głowa boli – narzekał po pierwszym indywidualnym konkursie MŚ na skoczni K-90 Adam Małysz. Po pierwszej serii Polak był dopiero szesnasty, oczko niżej niż Marcin Bachleda (obaj – 84,5 m). Ci, którzy mogli skakać w warunkach, od których naszego mistrza rozbolała głowa, to Norweg Bjoern Einar Romoeren, Rosjanin Dmitrij Vassiliew oraz Słoweniec Rok Benkovic. Dodajmy, lecz bez żadnej złośliwości, że człowiekiem, który decyduje o tym, w jakich warunkach kto ma skakać, jest rodak Benkovicia – Miran Tepes.
Już po pierwszym skoku udział w konkursie zakończyli Robert Mateja i Mateusz Rutkowski, którzy na średniej skoczni w Oberstdorfie od początku spisywali się przeciętnie. Najmłodszy w naszej ekipie Kamil Stoch przepadł w piątkowych kwalifikacjach.

Upadek Diabła
Seria finałowa odbyła się już w porównywalnych warunkach, choć w nieco bardziej uprzywilejowanej sytuacji znaleźli się skoczkowie, którzy ją otwierali. Stąd najdalsze skoki tej serii oddali Jussi Hautamaeki (95,5) oraz Sigurd Pettersen (95,0). Małysz okazał się z kolei najlepszy wśród grupy kończącej konkurs. Marcina Bachledę przeskoczył o 8,5 m, stąd w klasyfikacji końcowej obaj rozjechali się w różne strony. Diabeł spadł aż na trzydzieste miejsce, natomiast Małysz wspiął się na szóstą lokatę. Do brązowego medalu brakło mu trzech punktów, co przekłada się na odległość 1,5 metra.
Przed skokiem zamykającego zawody Benkovicia prowadził Jakub Janda przed Janne Ahonenem. Obaj byli więc pewni miejsca na podium, a Czech mógł nawet liczyć po cichutku na złoto. Tak różowo jednak nie było. Po pierwszej serii Słoweniec miał dokładnie 10 punktów przewagi nad Jandą, więc skok krótszy o 0,5 m nie mógł odebrać mu złota. Mistrzem świata został tym samym zawodnik, który jeszcze nigdy nie stał na podium PŚ, a jego najlepszy wynik to piąte miejsce uzyskane 28 lutego 2004 roku w Salt Lake City. W tym sezonie najwyżej był przed tygodniem w Pragelato (ósma pozycja), gdzie zasygnalizował zwyżkę formy. Wczoraj udowodnił, że świetny sobotni występ nie był dziełem przypadku.

Podium wskazał wiatr
- O wynikach zdecydowała pierwsza seria, w której warunki były bardzo niestabilne. Pierwszą tróję tworzyli skoczkowie, którzy do tej pory w sezonie nic wielkiego nie pokazali. Po prostu sprzyjał im wiatr. Adam miał pecha, bo trafił w próżnię – ocenił prezes PZN Paweł Włodarczyk. Takich, którzy uważali, że to wiatr wybrał medalistów, było więcej. Oby za tydzień w rewanżu na dużej skoczni liczyły się wyłącznie umiejętności.

Rok Benkovic
Ur.: 20.03.1986 w Ljubljanie
Zamieszkały: Kramnik
Wzrost: 181 cm
Waga: 59 kg
Stan cywilny: kawaler
Hobby: gra na gitarze
Języki: słoweński, angielski
Pseudonim: Benko
Pierwsze punkty PŚ: Predazzo 2001
Sukcesy: mistrz świata Oberstdorf 2005, wicemistrz świata juniorów Solleftea 2003, 4. miejsce w klasyfikacji generalnej Letniej Grand Prix 2003.

Konkurs indywidualny (K-90)
1. Rok Benkovic (Słowenia) 256,0 (101,0/91,0)
2. Jakub Janda (Czechy) 249,5 (96,0/91,5)
3. Janne Ahonen (Finlandia) 249,0 (97,0/92,0)
4. Bjoern Einar Romoeren (Norwegia) 248,0 (98,5/89,5)
5. Georg Spaeth (Niemcy) 247,5 (97,0/92,0)
6. Adam Małysz (Polska) 246,0 (94,5/93,0)
Jernej Damjan (Słowenia) 246,0 (99,5/89,5)
Wolfgang Loitzl (Austria) 246,0 (93,0/94,5)
9. Roar Ljoekelsoey (Norwegia) 245,0 (96,5/90,5)
Lars Bystoel (Norwegia) 245,0 (94,5/91,5)
12. Martin Hoellwarth (Austria) 244,0 (95,5/92,0)
Martin Schmitt (Niemcy) 244,0 (93,5/93,0)
18. Thomas Morgenstern (Austria) 239,0 (95,0/89,5)
25. Andreas Widhoelzl (Austria) 230,0 (94,5/86,0)
30. Marcin Bachleda (Polska) 226,0 (94,5/84,5)
40. Robert Mateja (Polska) 107,5 (87,5)
45. Mateusz Rutkowski (Polska) 101,0 (85,0)

Autor artykułu: Wojciech Koerber

Zabij plemnika!

February 21st, 2005

Lekarze, psycholodzy i seksuolodzy są zbulwersowani nową grą internetową stworzoną przez feministki

Macica. Setki plemników atakują jajo. Możesz zostać ich pogromcą! Strzelaj do nich z karabinu. Jeśli nie ustrzelisz wszystkich – przegrywasz, bo…zostajesz zapłodniona, a dziecko pokazuje ci środkowy palec. Tę grę wymyśliły kobiety – kury domowe z internetowej grupy grzenda.pl.

- Normalnej kobiecie takie rzeczy nie przychodzą do głowy! Te panie musiały być w dzieciństwie bardzo skrzywdzone, albo absolutnie nie akceptują swojej kobiecości – twierdzi Halina Flisiak-Antonijczuk, psychiatra.
Twórczynie gry, to artystki z Krakowa. Chcą zdjąć z piedestału obraz matki-polki. Same o sobie piszą tak: kobieta – artystka rzadko przyjmuje styl życia kury domowej, chyba, że pojawi się w jej życiu dziecko. Życie zmusza ją wtedy do prania, gotowania i podmywania dziecku pupki.
Zrobiły już casting dla ojców dla swoich dzieci. Teraz chcą wywołać kolejną burzę.- Polsce potrzebna jest dyskusja o tym, jak matki mają źle, jak często zostają same, jak trudno o świadome macierzyństwo, bo pigułki antykoncepcyjne nie są dotowane, jak niskie są zasiłki i alimenty. Ta gra, to prowokacja – mówią Joanna Zielińska i Magdalena Ujma z grupy “Exgirls”, kuratorki gry.

Lara Croft w macicy

“Antykoncepcja”, to typowa strzelanka. Gracz wybiera sobie typ wojowniczki: od Lary Croft, po gospodynię domową. Wybiera też karabin. W wirtualnej macicy strzela do plemników, które biegną w stronę jaja. Wygrywa ten, kto nie zostanie zapłodniony. Przegrany – zachodzi w ciążę. Gracz musi płacić „alimenty” w formie sms, i chodzić do internetowego ginekologa. (również płatne sms).
Jeden sms kosztuje 1.22. Pieniądze przeznaczone są na utrzymanie gry w sieci. – To nabijanie ludzi w butelkę! Ktoś chce zarobić pieniądze. Nic więcej. – mówi Mariusz Sidor, ginekolog. – Te pieniądze powinny być przeznaczone na jakiś program o świadomym macierzyństwie, gdzie młode dziewczyny dostają garść konkretnej wiedzy o antykoncepcji. A sama gra nie jest żadną metodą antykoncepcji. Kompletny idiotyzm! -kwituje ginekolog.
Artystki twierdzą, że gra z poczuciem humoru i ironią odzwierciedla uczucia młodych dziewcząt. – One nie chcą zachodzić w ciążę, bo burzy to ich kariery zawodowe. Strzelając do plemników, mogą wyrazić swoje emocje – twierdzi Ewa Szczyrek, autorka projektu.

Sieciowy dom dziecka

Gdy dziecko znudzi się rodzicowi, może bawić się w internetowym przedszkolu. Gdy gracz już nie chce być rodzicem – maluch trafia do Sieciowego Domu Dziecka. Po latach można ponownie zalogować się na swoją stronę i zobaczyć co dzieje się z internetowym maluchem: jak się rozwija, jak się uczy, i czy już się ożenił. Wirtualnym rodzicem jest się do końca życia.
Zdaniem seksuologa, Wiesława Ślósarza, gra oparta na niewiarygodnie prymitywnych zasadach. – Co to znaczy, że zachodząc w ciąże człowiek coś przegrywa? Te kobiety szerzą jakieś swoje fobie! Dziecko to miłość i szczęście. Nie można go traktować instrumentalnie i wsadzać do internetowego domu dziecka. To jakiś koszmar! – denerwuje się seksuolog.
Jego zdaniem towarzystwa rozwoju rodziny, powinny wytoczyć grzendzie.pl proces. – Nie mam wątpliwości, że ta gra jest chora. Nie buduje ciepłych więzi rodzinnych. Nie ma w niej miejsca na miłość. Oparta jest na negatywnych emocjach. Dziecko traktowane jest jak wróg. Niestety, nie ma jak z tym walczyć. W internecie jest tyle śmieci, że trzeba by zajmować się tylko tym – tłumaczy Beata Jarosz z Towarzystwa Rozwoju Rodziny. Tymczasem w dzień kobiet, o godzinie 19 rozpocznie się w sieci międzynarodowy turniej “Antykoncepcji”

Joanna Zielińska i Magdalena Ujma twierdzą, że dzień kobiet się sfeminizował i dobrze byłoby go nazwać dniem antykoncepcji.

Stosowane metody zapobiegania ciąży
spirala – 4,8 proc.
tabletki antykoncepcyjne – 8,3 proc.
kalendarzyk małżeński – 9,8 proc.
stosunek przerywany – 15,1 proc.
prezerwatywa – 20,8 proc.
żadna – 30,1 proc.
Źródło: raport Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny

Autor artykułu: Małgorzata Agaciak

Rozbiórki nie będzie

February 19th, 2005

Sąd administracyjny uchylił decyzję w sprawie najsłynniejszej samowoli budowlanej we Wrocławiu
Mieszkańcy wybudowanego przez Grupę Inwestycyjną miniosiedla przy ul. Buczackiej mogą choć trochę odetchnąć. Mimo że droga do tego, aby stali się właścicielami mieszkań, za które już zapłacili ciągle jeszcze daleka, to przynajmniej wiedzą już, że ostatnie piętro ich budynków nie zostanie zburzone.
Tak zdecydował w piątek Wojewódzki Sąd Administracyjny, który uchylił wydaną przed wieloma miesiącami decyzję inspektora nadzoru budowlanego nakazującą przywrócić osiedle do stanu zgodnego z prawem. A to oznaczało, że ostatnia zamieszkana kondygnacja dwóch budynków na osiedlu (mieszka tu w sumie ok. 120 rodzin) musi zostać zburzona. Albo, że ludzie, którzy tam mieszkają, muszą zostać wykwaterowani, a ich mieszkania zamienione na pomieszczenia gospodarcze.
- Sąd uznał, że decyzja nadzoru budowlanego była błędna. Bo inspektor przy jej podejmowaniu nie mógł nie brać pod uwagę wcześniejszej decyzji sądu uchylającej rozbiórkę całego osiedla – mówi Stanisław Fuławka, syndyk Grupy Inwestycyjnej.
Lokatorzy nie kryją radości. – Cieszymy się z tej decyzji, Może w końcu nasz koszmar z tymi mieszkaniami się zakończy – mówią.
Ale czy tak się stanie wciąż nie wiadomo. Na początku marca okaże się, czy wierzyciele Grupy Inwestycyjnej dojdą z nimi do porozumienia. Zakłada ono, że lokatorzy spłacą 2 miliony zł dewelopera, dzięki czemu będą mogli zostać właścicielami mieszkań. Jeśli nie, osiedle zostanie wystawiona na sprzedaż.

Autor artykułu: (KAM)

Wielkie rozstanie

February 18th, 2005

Tym razem to nie Marino ma kłopoty. Krucho jest z A&C, supermarketem, który działał w polskim centrum handlowym

Pracownicy nie mogli dostać się do pracy. Dostawcy bezskutecznie próbowali zabrać swój towar. W hipermarkecie A&C pojawili się też policjanci. Od wczoraj w Marinie nie działa już hipermarket spożywczy.

Wczoraj historia zatoczyła koło. Gdy dwa lata temu sytuacja finansowa wrocławskiego centrum handlowego, Marino, była tak dramatyczna, że pracownicy dostawali wypłatę w bonach, z pomocą przyszła spółka A&C. Wynajęła od centrum powierzchnię i urządziła w nim hipermarket spożywczy. Dzięki temu Marino stanęło na nogi.
Od kilku miesięcy między firmami nie działo się dobrze. A&C miało kłopoty finansowe i nie płaciło za wynajem. Marino też nie płaciło. Tyle, że do Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej za ogrzewanie sklepu. Wreszcie szefowie Marina zamknęło A&C, a towar wystawiony na jego półkach wzięło w depozyt za niepłacone rachunki. – Są nam winni sporo pieniędzy – mówi Marian Kubacki, prezes Marina. Zaznaczył, że kierowane przez niego centrum już szuka chętnego do wynajęcia powierzchni zajmowanej dotąd przez A&C.
Decyzja Marina zaskoczyła wszystkich. – Przyszliśmy do pracy i zobaczyliśmy, że sklep jest zasłonięty czarną folią – mówili zaskoczeni pracownicy A&C. Nerwowi byli dostawcy towaru. Gdy tylko dowiedzieli się o zamknięciu A&C, próbowali odzyskać towar swoich firm wchodząc na teren zamkniętego hipermarketu. Nie zdążyli jednak niczego wynieść, bo na miejscu pojawili się ochroniarze i policjanci. – Wszystko udało się spokojnie wytłumaczyć – mówi Artur Falkiewicz z biura prasowego dolnośląskiej policji. – Wiele wskazuje na to, że skłóceni wspólnicy się dogadają – zapewnił.

Autor artykułu: Przemysław Ziółek

Czas się żegnać

February 18th, 2005

Gmina zapowiada: być może zerwiemy umowy z Administratorem

90 tysięcy złotych wynagrodzenia mniej dostała w tym miesiącu spółka Administrator za to, że nie chciała zapłacić kar za złe zarządzanie gminnymi budynkami

Rozważamy możliwość rozwiązania umowy z Administratorem – mówi Romualda Liberska, szefowa Departamentu Nieruchomości Urzędu Miasta.
Gmina w końcu zaczęła otwarcie mówić o tym, że nie jest zadowolona ze sposobu, w jaki spółka, monopolista, zarządza komunalnymi mieszkaniami.
– Najlepiej świadczą o tym kary, które na nich nałożyliśmy – mówi Liberska. Administrator z kar nic sobie nie robił i nie płacił. – Nie mieliśmy wyjścia i potrąciliśmy im w lutym 89500 złotych z wynagrodzenia. Mieszkańcy narzekają na niekompetentną obsługę. Po roku sprawowania rządów, przyszedł czas na wnioski – dodaje dyrektor.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że gmina przygotowuje się organizacyjnie do przejęcia swoich budynków na czas rozstrzygnięcia nowego przetargu. Losy spółki zdecydują się już w przyszłym tygodniu.
Trudno przewidzieć konsekwencje zerwania przez gminę umowy z Administratorem.
– Na początku na pewno będzie bałagan – ocenia Grzegorz Kurz, prezes spółki Atena, która przegrała przetarg na zarządzanie mieniem komunalnym w mieście.
– Ale jestem mile zaskoczony tym, że gmina zaczyna reagować na poczynania Administratora. Miasto ma kilka możliwości. Może zerwać umowę i powierzyć zarządzanie spółkom, które administrowały tymi lokalami wcześniej. My jesteśmy gotowi do rozmów i otwarci na propozycje – deklaruje.
Urszula Mrozowska, radna z ramienia PiS, zapytała prezydenta, dlaczego nie reaguje na popełniane przez Administratora błędy. – Uzyskałam odpowiedź, która mnie nie satysfakcjonuje – wyjaśnia radna.
– Mam dyżury w ratuszu. Dwie godziny nie wystarczą, by wysłuchać ludzi, którzy przychodzą ze skargami na spółkę. Tego nie da się opisać– mówi Mrozowska.
Radna dodaje, że jedynym wyjściem jest rozwiązanie systemowe, a nie interwencja w indywidualnych sprawach.

Administrator za karę
Od lipca do grudnia ubiegłego roku Zarząd Zasobu Komunalnego, reprezentujący gminę Wrocław, nałożył na grupę Administrator 21 kar, które łącznie opiewały na kwotę ponad 75 tysięcy złotych. Pierwsza i najwyższa, w wysokości 40 tysięcy złotych, została nałożona w październiku 2004 roku. Gmina ukarała spółkę m.in. za nieścisłości w sprawozdaniach finansowych i rozliczeniach, nieterminowe dostarczanie dokumentacji do urzędu miejskiego. Zarządca odwołał się od wszystkich decyzji gminy. Spółka nie zdołała jednak przekonać miasta o tym, że na kary nie zasługuje.

Autor artykułu: Katarzyna Tokarska

Wymierzyli kary

February 17th, 2005

WAŁBRZYCH 21 osób skazanych za wręczanie łapówek medykom w zamian za lewe zaświadczenia lekarskie

Oskarżeni w sprawie tzw. ośmiornicy medycznej niechętnie rozmawiają.
– Było minęło, ale żałuję – mówi 55-letni mężczyzna.
Zniszczona twarz i ręce. Wygląda na więcej lat niż ma. Za załatwienie renty chorobowej zapłacił 4 tysiące złotych. Pieniądze mieli otrzymać lekarze, którzy przygotowywali fałszywą dokumentację medyczną. Na jej podstawie 55-latek wyłudził świadczenie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.
– Nie byłem całkiem zdrowy. Zawsze coś mi dolegało – próbuje się tłumaczyć.
Przyznał się do wręczenia łapówki. Dobrowolnie poddał się karze i został skazany na
2 lata więzienia w zawieszeniu. Musi również naprawić szkodę, czyli oddać wyłudzoną rentę.
Ale 55-latek nie jest osamotniony. Na ławie oskarżonych
w aferze łapówkarskiej zasiada bowiem 70 osób, które miały wręczać pieniądze za lewe zaświadczenia lekarskie. To drugi wątek wałbrzyskiej ośmiornicy medycznej.
Przez półtora roku sąd skazał w sumie 53 osoby. Tylko te, które przyznały się do wręczenia łapówek medykom. Pieniądze miała przekazywać Anna B., była pracownica jednej
z przychodni. Proces ciągnie się miesiącami, bo kobieta często słabnie i nie może uczestniczyć w rozprawach. Dlatego sąd zadecydował, że najpierw będzie przesłuchiwał wręczających łapówki.
Ale oprócz niej na ławie oskarżonych zasiada jeszcze dwójka głównych oskarżonych: psychiatra Wiesława K. i chirurg-ortopeda Władysław Ż.
21 osób sąd skazał wczoraj na więzienie od pół roku
do 2 lat i w zawieszeniu na
2 lub 3 lata. Zastosował również grzywnę – od 300 do 1000 zł. Skazani za łapówkarstwo będą musieli naprawić szkodę. Osoby, które na lewe zaświadczenia przebywały na zwolnieniu będą musiały oddać zasiłek chorobowy. Te, które wyłudziły rentę, całość świadczenia.
W grę wchodzą tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy złotych.
– Szkoda musi zostać naprawiona – uważa sędzia Piotr Chomicz, przewodniczący składu sędziowskiego, orzekającego w łapówkarskiej sprawie.

Autor artykułu: (AS)

Źle leczą

February 17th, 2005

POWIAT ŚWIDNICKI Trudno jest dostać skierowanie do specjalisty. Możemy jednak poskarżyć się lub zmienić przychodnię

P okazują to wyniki ankiety, którą niedawno przeprowadzili wśród pa-cjentów niepublicznych ZOZ-ów pracownicy wydziału zdrowia. Aż kilkanaście procent ankietowanych ma lub miało problem z uzyskaniem skierowania do specjalistów. Blisko tyle samo żaliło się, że za taką wizytę musiało zapłacić, choć była w ramach ubezpieczenia.
– Brałam udział w takiej ankiecie i też skarżyłam się na to, że mój lekarz niechętnie daje skierowania na badania diagnostyczne lub do specjalistów – mówi Maria Furmankiewicz. – Wyniki ankiet są ciekawe i pokazują uchybienia w funkcjonowaniu przychodni – mówi Zbigniew Okarmus, dyrektor wydziału zdrowia Starostwa Powiatowego w Świd-nicy. – Choć badania były anonimowe, każdy wpisywał tam przychodnię lub lekarza rodzinnego, do którego jest zapisany. My takie zbiorcze wyniki, dotyczące każdej placówki przekazaliśmy ich kierownikom. Dzięki temu wiedzą oni, co w ich przychodni pacjentom się nie podoba. Poprosiliśmy ich także o wy-ciągnięcie wniosków.
Wydział zdrowia chce też rozpowszechniać informacje, że każdy niezadowolony z usług przychodni pacjent może ją bezpłatnie dwa razy w roku zmienić.
– Nie wiedziałam, że mogę się przenieść do innej placówki – przyznaje Zofia Łękarska.
– Muszę się zastanowić i chyba przepiszę do jakiejś większej. Słyszałam, że w takich jest łatwiej o skierowania.
I rzeczywiście z ankiet wynika, że najczęściej takie sytuacje zdarzają się w małych przychodniach, gdzie zatrudnionych jest tylko kilku lekarzy pierwszego kontaktu i pediatra. To właśnie tam najtrudniej uzyskać skierowania. Dlaczego? Za wydane skierowania płaci ten, kto je wydał. Tym samym lekarz rodzinny lub przychodnia muszą dzielić się ze specjalistami pieniędzmi, które otrzymują na danego pacjenta. •

Autor artykułu: Małgorzata Moczulska

Dziura niczyja

February 17th, 2005

Nasza Czytelniczka nie może doprosić się remontu stropu, który zagraża nie tylko jej, ale także lokatorom kamienicy

“Przegniły strop zagraża życiu lokatorów. Istnieje niebezpieczeństwo katastrofy budowlanej. Należy natychmiast przystąpić do prac remontowych” – do takich wniosków doszli pracownicy dwóch spółek zarządzających w kamienicy przy ulicy Reja. Na wnioskach się jednak skończyło…

Teresa Hyda jest matką samotnie wychowującą trójkę dzieci. Mieszka w lokalu komunalnym w kamienicy przy ulicy Reja. Pani Teresa w swojej łazience ma dziurę w suficie. Przegniły strop dosłownie wali jej się na głowę. Na początku listopada 2004 roku w mieszkaniu Czytelniczki pojawili się dwie komisje techniczne.
- Najpierw przyszli pracownicy Administratora, a potem ludzie z Prywatny Zarząd Mieszkaniami (PZM) “Patron” – wyjaśnia Teresa Huda. – Obie komisje stwierdziły, że trzeba jak najszybciej wyremontować łazienkę, bo zgniły strop zagraża naszemu życiu.

To nie my, to oni

Kilka tygodni później pani Teresa zorientowała się, że coś złego dzieje się z instalacją elektryczną w jej mieszkaniu.- Czułam swąd palących się kabli – opowiada kobieta. – Bałam się, że dojdzie od zwarcia, dlatego od razu poszłam do Administratora i powiadomiłam o awarii. Już po kilku dniach zjawili się fachowcy i wymienili całą instalację. W łazience zostawili jednak na wierzchu wszystkie kable. Wyjaśnili, że niedługo będzie remont całej łazienki i nie ma sensu tynkować ścian.
Od tamtego czasu minęły trzy miesiące. Nikt nie przystąpił do prac remontowych, które zalecały komisje ekspertów. Kable nadal wystają ze ścian, a strop jest w coraz bardziej opłakanym stanie.
Ustalenie zarządcy mieszkania pani Teresy nie było łatwe.
- To nie my, lecz PZM Patron administruje tym lokalem – powiedział nam Marcin Kowalski, rzecznik prasowy grupy Administrator.
PZM Patron poinformował nas, że zarządza jedynie częściami wspólnymi kamienicy, czyli klatką schodową.
- O potrzebie wykonania remontu powiadomiliśmy wspólnotę mieszkaniową i Zarząd Zasobu Komunalnego (ZZK) – powiedział Mariusz Białecki z Patrona. – ZZK nie odpowiedziało nam do tej pory.

Samowola bez remontu

Tymczasem wspólnota zdecydowała, że nie zrobi remontu.
- Łazienka w mieszkaniu pani Teresy nie jest częścią wspólną kamienicy, bo powstała przez samowolną zabudowę tzw. świetlika budynku – mówi Krzysztof Czerski, członek wspólnoty “Reja 18″. – Wspólnota pokrywa koszty remontów konstrukcji budynku. W tym przypadku nie zapłaci za naprawę stropu pomieszczenia, którego nie można zaliczyć do części budynku.
W umowie najmu, którą pokazała nam pani Teresa jest wyszczególniona łazienka. Nie ma ani słowa o samowoli budowlanej.
- Łazienka była tu od zawsze – zapewnia. – Jest we wszystkich dokumentach. Zarządcy i wspólnota spychają na siebie nawzajem odpowiedzialność za ten remont. Strop się wali i może dojść do tragedii. Mnie nie stać na jego naprawę.

Autor artykułu: Katarzyna Tokarska

Gratka dla fanów historii miasta

February 16th, 2005

BOLESŁAWIEC W Bibliotece Publicznej trwa konkurs dla mieszkańców

Kto obejrzy wystawę starych fotografiii i spróbuje rozpoznać miejsca ukazane na zdjęciach, może wygrać nagrodę. – Te fotografie jeszcze nigdy nie były przez nas pokazywane. Są tutaj zdjęcia, których nie ma nawet miejskie muzeum – mówi Danuta Starostka z biblioteki.
Osiemdziesiąt dwie fotografie przekazał niegdyś bibliotece nieżyjący już fotograf Alojzy Skorupa. Przedstawiają one Rynek, ulice Prusa, Sierpnia 80 i Kubika w okresie od 1945 do 1956 roku.
Niektóre miejsca przedstawione na fotografiach są bardzo trudne do rozpoznania. Właśnie dlatego biblioteka ogłosiła konkurs, który ma pomóc w identyfikacji tego, co zdjęcia przedstawiają. Każdy, kto obejrzy wystawę może na specjalnej karcie opisać co, jego zdaniem, dana fotografia przedstawia. – Liczymy szczególnie na osoby starsze, które może przyjdą i coś nam o tych miejscach opowiedzą – mówi Danuta Starostka.
Wygra ten, kto trafnie rozpozna największą ilość miejsc. Nagrodami są książki.
Konkurs, podobnie jak wystawa, potrwa do 31 marca. Wystawe można oglądać od wtorku do piątku między godz. 10 a 18 oraz w soboty między godz. 9 a 14. Biblioteka mieści się przy ulicy Sądowej 8.

Autor artykułu: (BEŁ)